RSS
 

O pracy słów klilka…

04 sie

Darząc uśmiechem uszczęśliwiasz serce. Uśmiech bogaci obdarzonego nie zubożając dającego. Nie trwa to dłużej niż chwila, ale jego wspomnienie zostaje na długo. Nikt nie jest tak bogaty, by mógł nim pogardzić, ani tak ubogi, by nie mógł nim darzyć: Uśmiech niesie radość rodzinie, umacnia w pracy, świadczy o przyjaźni. Uśmiech podnosi na duchu zmęczonych, leczy ze smutku. Gdy więc napotkasz kogoś o twarzy ponurej, obdarz go hojnie uśmiechem, któż bowiem bardziej go potrzebuje niż ten, kto nie potrafi go dawać?

Ostatni okres był dla mnie bardzo męczący. W jednym tygodniu 3 romzowy w sprawie pracy. Jedna w Warszawie – etap głowny, zakończony jednak niepowodzeniem. Drugi w Bydgoszczy na razie czekam na odpowiedź i trzeci w Toruniu tu szok romzowa trwała 1,5 godziny i tu również czekam na opowiedź. W obecnaj pracy prawdopodobnie przedłużą mi umowe z okresu próbnego, gdy z nastąpiły zmnainy na stanowisku dyrektora i noej Pani dyr. nie wiedzieć czymy „bardzo się podobam” (Cóż to za ciężka praca – podobać się nieciekawym ludziom)

W pracy każdy działający program jest przestarzały – każdy program po każdym uruchomieniu drożej kosztuje i zabiera więcej czasu. Jeżeli program jest użyteczny, to będzie musiał być zmieniany – pełną dokumentacje mają tylko programy bezużyteczne – każdy program rozszerzy się tak, aby zająć całą dostępną pamięć – wartość programu jest odwrotnie-proporcjonalna do jakości wyników jego pracy – duży, monolityczny program jest jak talerz makaronu, pociągnij za jedną nitkę, a z drugiej strony będzie się sypać – autor programu nigdy nie przetestuje go wiarygodnie – nie ma programów bezbłędnie działających, są najwyżej niedostatecznie przetestowane – dodanie urządzenia przyspieszającego do starego oprogramowania, spowolni działanie tego oprogramowania.
Nie ma w życiu większej radości niż praca. Tylko pracując czuje się w sobie najwięcej wigoru. Każdy dzień przynosi nowe problemy, a każdy problem stanowi zagadkę, którą należy rozwiązać, nową grę, w której należy zwyciężyć. Jeśli jakaś praca została od początku źle zrobiona, wszelkie usiłowania jej poprawienia jeszcze ją pogorszą. Natomiast Pożyteczna praca jest zawsze cicha i niezauważalna
A jednak jest faktem, że człowiek poza sferą pracy zawodowej jest niezmiernie mało zdyscyplinowany. Kiedy nie pracuje, chce leniuchować, leżeć sobie nic nie robiąc, lub innymi słowy „relaksować się”. I właśnie ta chęć nieróbstwa jest w dużej mierze reakcją przeciwko rutynie życia. Jeśli nie wystarcza tu sama rutyna pracy, człowiek pokonuje swoją nie uświadomioną rozpacz przy pomocy rutyny rozrywek, biernego konsumowania dźwięków i obrazów, jakie stawia mu do dyspozycji przemysł rozrywkowy.
Przyjaźń może oznaczać bycie razem, pisanie listów lub rozmowy telefoniczne. Może być wiotka, ulotna, trwała i silna, może trwać całe życie lub tydzień. Może zostawić nas z uczuciem goryczy albo zostać w pamięci jak ciepły, jasny klejnot. Nic nie zastąpi przyjaźni – ani pieniądze, ani władza, uroda, dobrobyt, ani sława. Rozmyślanie każdego ranka o sensie śmierci uczy nas właściwie cenić nowy dzień – nie za nisko, gdyż jest wspaniałym darem i nie za wysoko, gdyż jeszcze dzisiaj przeminie.

Mająca na celu ujarzmiać człowieka pracującego nie od zewnątrz, nie drogą przymusu czy strachu, lecz od wewnątrz, od wnętrza jego duszy, którą należy tak opanować, aby człowiek z radością i serdecznym oddaniem pracował dla dobra swojego pracodawcy.
Jeśli jest w ogóle jakiś sekret sukcesu leży on w umiejętności przyjęcia punktu widzenia innych i patrzeniu na rzeczy zarówno z pozycji rozmówcy, jak i własnej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bank osobliwości

11 cze

Z okazji dnia dziecka dostałem prezent – czyli był mój pierwszy dzień pracy w pewnym banku. Bardzo się cieszyłem z tego powodu, ponieważ po blisko 3 miesiącach siedzenia w domu brak perspektyw żeby wstać z łóżka zaczął mnie przerastać.
Dervint nieco podenerwowany wstał sobie, ubrał się ładnie w garnitur i wyruszył. Pani sekretarka przedstawiła mnie reszcie zespoły (5 pań w wieku od 35 lat). Pokazała gdzie jest moje burku i poszła. Miałem mieć tygodniowy okres na szkolenie, który wyglądał w ten sposób, iż zostałem pozostawiony sam sobie. W końcu jedna z pań wpadła na pomysł abym poczytał sobie procedury – co też uczyniłem. Po kilku godzinach nudy zostałem wezwany do dyrektora, który wyraził radość z faktu, iż zostałem zatrudniony oraz przeprosił mnie za ich dzisiejszy brak organizacji i z okazji dnia dziecka mam się dziś integrować z koleżankami. Kolejne dni wyglądały tak samo, iż szkolenie to ja sam sobie musiałem zorganizować i prosić o jakieś materiały. Okazało się, że procedur przyznawania kredytów nie musze znać tylko regulaminy. Tak naprawdę chyba NIK do końca jeszcze nie wie czym się będę zajmował. Przez tydzień okresu szkoleniowego wynudziłem się i postanowiłem uczyć się jak przeprowadza się analizę zdolności kredytowej klienta – bo to na pewno przyda mi się do przyszłej pracy w innym banku. W związku z faktem, iż oni maja wszystko w dupie ja tez zacząłem olewać moje autoszkolenie:) Pokręciłem się po mieście, jeździłem do domu na obiady, gdyż stwierdziłem, że nie wyrobię założeń dyrektora, abym udzielił kredytów za 100.000 bo z oferta tego banku, gdzie w kredycie promocyjnym na rok czasu jest prowizja dla banku 4,95% a odsetki 17,95%. Przy koncie osobistym nie ma dostępu do konta przez Internet, a żeby mieć debet max 300zł trzeba mieć wpływ ponad 1000zl. W banku jest ogólnie bród, komputery pentium 200 z pamięcią 34 MB RAMU, gdzie przy zainstalowanym Win2000 często się zawiesza bo brakuje pamięci. Nie ma czegoś takiego jak przybory biurowe – trzeba swoje wszystko przynosić. Ogólnie w pracy się coś przegryza, pije kawkę, plotkuje, znów coś przegryza a jak się jedzenie skończy to idzie się do sklepu po kolejne porcje. Jak to stwierdziła moja mama mam do końca okresu próbnego wytrzymać, bo czy się stoi czy się leży dziewięć stówek się należy. Chociaż nie zdziwię się jak przy jakimkolwiek braku wyników mnie zostawią, gdyż dowiedziałem się, ze do drugiego etapu rozmowy przeszło ok. 7 osób, z czego na rozmowie pojawiły się 2 osoby. Reszta zadzwoniła, że jednak nie jest zainteresowana – i wcale się nie dziwie. Więc ponieważ mam możliwość swobodnego wychodzenia z oddziału szukam sobie innej pracy :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O szczęściu…

25 maj

Są dwa sposoby osiągnięcia szczęścia: chcieć i mieć wszystko, czego się zapragnie. No i drugie: nie chcieć niczego, bo wtedy można nie mieć niczego. Pierwsza droga jest nierealna, bo nawet najpotężniejszy władca na ziemi wcześniej czy później zapragnie czegoś, co przekracza jego najpotężniejsze nawet możliwości. Jedynie druga droga nadaje się do praktykowania: nie chcieć i nie mieć. Tylko że bardzo trudno nauczyć się ograniczenia potrzeb aż do zera. Abyśmy mogli być szczęśliwymi, trzeba, aby naszemu szczęściu zawsze czegoś brakowało. Aż dziw bierze, że tylu ludzi szuka szczęścia, gdy tak naprawdę to ono ich szuka, gdyż od nich zależy i człowiek dopiero zauważa szczęście, jeśli je starci, podobnie jak Bez cierpienia nie rozumie się szczęścia.
Czasami wystarczy usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście. Człowiek jest szczęśliwy tylko wtedy, kiedy kocha i coś daje, bo większym szczęściem jest dawać niż brać. Czyny są dobre, jeśli przyczyniają się do szczęścia, złe, jeśli przyczyniają się do czegoś przeciwnego. Przez szczęście rozumie się przyjemność i brak cierpienia, przez nieszczęście – cierpienie i brak przyjemności. Dla cierpiących najmniejsza radość jest szczęściem.
Gdy się zobaczyło tylko piękno szczęścia na twarzy ukochanej osoby, wiadomo już, że dla człowieka nie może mieć innego powołania, jak wzbudzanie tego światła na twarzach otaczających nas ludzi. Jedynie prawda jest i może być fundamentem szczęścia tak poszczególnych ludzi jak i całej ludzkości. Najwięcej radości sprawia błysk szczęścia w oczach kogoś, kto czuje, że mu współczujemy, że go rozumiemy, że się interesujemy jego problemami. W takich chwilach czujemy jakąś delikatną, duchową więź między nami. Dla takich chwil warto żyć.
Między domem a pracą są małe zakamarki szczęścia: ptak, ogród, powitanie sąsiada, uśmiech dziecka, kot wygrzewający się na słońcu. Gdyż szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało, to suma nieszczęść, które nas ominęły, to zdolność wykorzystania tego, co zostało ci dane, to pełne i trwałe zadowolenie z całości życia. Ludzie pragną, aby ich szczęście było bez granic, zapominają jednak o prawach tego świata. Kto chce rozkoszować się radością – musi ją dzielić.
Prawdziwe szczęście trwa wiecznie i nie może być zniszczone. Wszystko, co nie posiada tych dwu właściwości, nie jest prawdziwym szczęściem.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Słów kilka o…

13 maj

Nieczęsto kłamstwo, zdrada, obłuda pociąga za sobą pomyślne rozwiązanie sprawy. Na świecie dzieje się wiele złego, wybuchają liczne wojny, ludzie cierpią głód i nędzę, krzywdzą siebie nawzajem. Żyjemy jakby w zatrutym kręgu, w którym zło powoduje zło, gwałt rodzi gwałt, a niesprawiedliwość prowadzi do kolejnej niesprawiedliwości.
Uważam, że związek dwóch ludzi powinien być budowany nie tylko na miłości, ale i na obustronnym zaufaniu. Żaden związek nie może trwać długo bez napięć. Nie ma takich związków międzyludzkich, którym nigdy nie towarzyszy ból, zranienie, cierpienie, alienacja; nie sposób bowiem uniknąć nieporozumień. Dzięki przebaczeniu stajemy się zdolni do nawiązywania prawdziwych, głębokich związków z innymi ludźmi; relacji, w które możemy się w pełni zaangażować. Przebaczenie zbliża ludzi i pomaga im zrozumieć przeszłość, by mogli o niej zapomnieć, wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość.
Bolesne doświadczenie musi jednak zostać zaakceptowane przede wszystkim emocjonalnie oraz intelektualnie. Gdy wspomnienie przeżytych wydarzeń wywołuje więcej bólu, niż jesteśmy w stanie przyjąć, wtedy cały proces emocjonalny trwa jakiś czas. Tu sprawa w przypadku np.: zdrady jest o tyle skomplikowana, iż zarówno osoba zdradzająca musi sobie samej przebaczyć oraz zdradzony musi przebaczyć tej drugiej osobie…. Musimy bowiem odczuć w pełni żal, smutek, rozgoryczenie, aby przyjąć to, co się zdarzyło i uporać się
z tym uczuciowo i intelektualnie.
Człowiek cierpi wtedy, gdy dzieje się coś, na co nie ma wpływu, a myślę tu przede wszystkim o zdarzeniach losowych, o uczynkach innych ludzi, a także o tym, co człowiek mógł sam wybrać, a co już jest nieodwracalne. Aby pokonać znoje codziennego życia potrzebna jest Nadzieja, która jest jak nowy poranek świata, jak wielkie rozpoczynanie od nowa, jak gdyby wcześniej nic się jeszcze nie zdarzyło.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozważań kilka o „potrzebie”…

19 kwi

Jeżeli spędzę wystarczająco dużo czasu na uzasadnianiu potrzeby, to czy owa potrzeba zniknie? Wydaje mi się, iż nie, gdyż Człowiek nie jest istotą, którą tworzy potrzeba, lecz istotą, którą tworzy pragnienie. Jak dobrze zrozumieć wreszcie, że życie nabiera dopiero wtedy sensu i znaczenia, gdy toczy się zgodnie z własnymi potrzebami, rytmem własnego oddechu, a przede wszystkim własnym wyobrażeniem o nim – a nie potrzebami, rytmem wyobrażeniem narzuconym przez otoczenie.

Nie zdawałem sobie sprawy, że pierwszy stosunek może obudzić we mnie głód seksualny. O tym głupiutkiemu Dervintowi nikt nie powiedział. Prawdą jednak jest, że nowo powstała potrzeba seksualna jest trudna do opanowania, szczególnie dla kogoś, kto nie umie sobą kierować. Stąd może się zrodzić późniejsza tendencja przechodzenia z rąk do rąk, szukania coraz to nowych doznań. Dlatego chłopiec, który jest tym pierwszym – a przy kolejnym „nowym poznaniu” zawsze nim jest, ponieważ zapominamy po pewnym czasie o bólu, rozczarowaniu, porzuceniu i rozstaniu. Za każdym razem, gdy „pakujemy się w nowy związek” to tak jakby wszystkie poprzednie nie istniały – nie nauczeni niczego… wracając do wątku dlatego chłopiec, który jest tym pierwszym bierze na siebie wielką odpowiedzialność. Chłopiec, który zaś dla zabawy, lekkomyślnie podnieca innego chłopca, potem zaś umyka bojąc się samego aktu – również bywa odpowiedzialny za zdarzające się wcale nie tak rzadko wypaczenia w życiu seksualnym młodego mężczyzny.

Potrzeba aprobaty otoczenia jest chyba najgłębiej zakorzenionym instynktem człowieka cywilizowanego. Czyżby dlatego ludzie kupują zwykle to, co chcą kupić, a nie to, czego potrzebują. Potrzeba jest tylko wymówką, żeby kupić, co chcemy i spać spokojnie.
Pomyślałem sobie nagle, że gdzieś tam, szalenie daleko, biegnie normalnie nasze życie, że wszyscy mnie prześcigają, zostawiają za sobą, że coś osiągają, zdobywają, idą coraz szybciej naprzód, a ja zostaję z tyłu, nikomu niepotrzebny, opóźniony, zapomniany, bez celu i perspektyw, bez żadnych możliwości i nadziei. To znaczy ogarniał mnie z wolna strach przed osamotnieniem, przed izolacją od wspólnego bytowania, od niepewności i sukcesów dnia codziennego, jednym słowem od tego wszystkiego, co jest sensem naszego życia .

Mnie zaś potrzeba dziś więcej wrażliwych serc niż zimnej stali. Potrzeba czucia się potrzebnym, gdyż najgorszą chorobą nie jest trąd czy gruźlica, ale świadomość, że jest się nikomu niepotrzebnym, przez nikogo niekochanym, przez wszystkich opuszczonym.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Witaj Dervincie to ja Twoja Duma

16 sty

Jakiś czas temu spotkałam Twojego Narcyza. Rozmawialiśmy sobie wiele o tym jak wielka różnica występuje pomiędzy Dervintem, którego „widać na zewnątrz”, który przez bardzo długi czas starał się świadomie kreować swój wizerunek w oczach innych, podając im jedynie te informacje, które wywołają określone postrzeganie Twojej osoby oraz odsłaniając na tyle codziennie ubierane maski na ile było to: wygodne, bezpieczne i ponownie na tyle na ile chciałeś to zrobić.
Wreszcie udało mi się utrzeć nosa Narcyzmowi, bo to nie on tobą rządzi tylko Ja, Duma. To dzięki mnie żyjesz w samotności, nie dajesz szansy osobą, które w dalszym ciągu ciebie cenią choć nie dawały znaku życia przez bardzo długi okres czasu. To dzięki mnie możesz spojrzeć ludziom w oczy mając świadomość jak bardzo ich zraniłeś, źle oceniłeś pomówieniami…. To dzięki mnie możesz udawać przed światem, pomagać mamie w chorobie i walce z ojcem alkoholikiem – choć najchętniej uciekłbyś i zamknął się w sobie razem ze swoim tchórzliwym Narcyzem. Dobrze wiem, że jestem w tobie paradoksalnym tworem powstałym na skutek obrony przed twoim niskim wartościowaniem samego siebie. Dobrze wiem, że często czujesz się nikim drogi Dervincie i to zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. To dzięki mnie Dumie chodzisz z uniesioną głową i olewasz każdego, kto zranił ciebie. To dzięki mnie tak zaciekle bronisz się przed miłością, bo jesteś niczym statek żeglujący po oceanie zwanym życiem i nawet, gdy napotkasz na swojej drodze miłość nie pozwolisz jej wejść na pokład, gdyż odpowiesz: ”NIE…. na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty miłości mogłabyś mi to popsuć” po czym z dumą podniesiesz piękne żagle i popłyniesz dalej szukać niewiadomo czego.
Gdy Ja Duma próżności twego umysłu spaczę i opętam, nie będzie mowy o głupstwach, wierze, miłości, spokojności, szczęściu. Potem ewoluując przekształcę się w pychę, która wszystko pochłonie w swą piekielną paszczę. Jedyne co mi w tym przeszkadza to Twoja psychologiczne Ja Dervincie czyli Wiedza…….

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Witaj Dervincie to ja Twój narcyzm

10 sty

Witam ponownie. Przede wszystkim samego siebie, choć to bardzo niegrzeczne…. Dlaczego tak? Otóż inni mnie mniej obchodzą.
Drogi Dervincie…. Bardzo się cieszę, że ponownie wracasz do życia. Bardzo jestem z Ciebie dumny, że wracasz wówczas, kiedy wszystko zaczęło się jako tako układać, że nie zrobiłeś z tego miejsca „stron płaczu”, gdzie użalałbyś się nad swoim gównianym życiem…..
Tak sobie siebie sam dla samego siebie a przede wszystkim dla CIEBIE obserwuje w tym nowym 2006 roku i co widzę…… Oj Dervincie niedobrze się dzieje…. Nie dla ciebie oczywiście… a może to tylko moja krótkowzroczność i brak perspektywicznego myślenia…. Ale nieważne – tym co będzie później lub co by było gdyby będziesz się zajmował jak nadejdzie owy czas.
Ostatnimi czasy bardzo oddałeś się przyjemność korzystania z GG i poznawania nowej penalni. Jestem pełen podziwu dla Ciebie jakie zawzięcie pomimo schematyczności owych kontaktów wywołała w tobie samotność, ale nie mam tu na myśli samotność w Twej własnej samotności, bo ona jest bardzo wygodna, jest niczym tarcza ochronna, która chroni Ciebie przed wypływaniem na zewnątrz twojego wnętrza. Teraz dzięki temu będzie krążyło wokół ciebie mniej sępów czekających na Twoje chwile słabość i dobroduszność. Wreszcie zrozumiałeś, że w życiu mając dobre serce trzeba mieć twardą dupe. Chciałbym Ciebie drogi Dervincie prosić o jedno, abyś się za bardzo w tym swoim stanie ogromnego dystansu nie zagalopował. Jesteś mimo wszystko jednostką społeczną i nie możesz każdego nowo poznanego osobnika traktować jak wroga. Widziałem, że poznałeś kilku osobników, których cenisz i których nie chciałbyś zranić. Chociaż większość na to zasługuje – nawet zaglądających tutaj i komentujących nie wiem po cholere… jakby to Ciebie obchodziło. Ludzi na świecie nie brakuje – zwłaszcza w wirtualnym świecie, gdzie zauważyłem, że czasem rzygać Ci się chce jak po raz kolejny czytasz „bardzo ciebie lubie”, „Jesteś wartościowym człowiekiem”, „Jesteś inny niż większość” Potem Dervincie zauważyłem koleją prawidłowość – czas na SMSy. Widziałem jak przez długi czas nie było w nich czułych do przesady „buziaczków, uścisków, przytulańców”. Jednak sam zauważyłeś, że takie właśnie stwarzanie wirtualnego zauroczenia podsyca etap pierwszy. Najbardziej śmiać mi się z Ciebie chce jak widzę twoją złość pomieszana z ubawieniem i żalem ja czytasz „Bardzo chcę ciebie poznać”, „Liczy się dla mnie tylko twój charakter”, „Ja też szukam kogoś na stałe” Potem Dervincie czas przychodzi na etap trzeci i w nim właśnie pomimo absolutnego znikomego braku zaangażowania a bardziej pogardy dokonujesz czynność upiększających i idziesz na spotkanie. Tu niestety spotyka Ciebie rozczarowanie, bo przecież na podstawie etapów od 1 do 2 idioci zbudowali sobie wyimaginowany i ulepszony obraz ciebie. Lecz Dervincie nie jesteś chłopcem z pierwszych stron kolorowych pism…. Jesteś paszczakiem, nie może się z tobą NIK związać kto dobrze patrzy na oczy…. Już to tyle razy słyszałeś nieprawdaż…. Jednak ku mojej uciesze coraz mniej przejmujesz się zdaniem ludzi, którzy gówno o Tobie wiedzą i żyją w swojej naiwność – potem czytasz historie: „Dervincie jestem z kimś, jestem zakochany…. On odpowiada mi psychicznie i mentalnie… jest cudownie ….. jesteśmy razem po wspólnie spędzonym weekendzie” Wtedy dobrze wiem co sobie myślisz … ja pierdole: „Jaki związek, jakie poznanie siebie, jakie odpowiadanie sobie psychicznie ??? Po wspólnie spędzonym weekendzie??? To to tak można???” Tak, tak Dervinie i nie dziwie Ci się, że czasem wydaje się Tobie, że jesteś z innej bajki. Bardzo się cieszę, że mogłem ponownie sobie z tobą porozmawiać – a najbardziej z tego, że nie dajesz się wykorzystywać. Nie przejmuj się ja będą mówili o tobie, że jesteś arogancki, ironiczny, zgorzkniały. Jesteś lepszy od nich.

P.S Kolejna notka będzie napisana specjalnie dla oraz na prośbę pewnego M-a :)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kiedy….

03 sty

Kiedy zważam krótkość mego życia, wchłoniętego w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, czemu raczej tu niż gdzie indziej, czemu raczej teraz niż wtedy. . . Kto mnie tu postawił? Na czyj rozkaz i z czyjej woli przeznaczono mi to miejsce i ten czas? Czemu moja wiedza jest ograniczona? Mój wzrost? Moje trwanie raczej do stu lat niż do tysiąca? Jaką rację miała natura, aby mi dać to właśnie, aby wybrać raczej tę liczbę niż inną? Toć w nieskończoności liczb nie ma racji wybrać raczej tę niż inną, nic nie przemawia za tą lub ową!

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jestem….

13 gru

Nieważne kim jestem…. ważne że jestem
Jestem pewien, że byłem tutaj, tak jak jestem teraz, tysiące razy przedtem, i mam nadzieję, że wrócę tysiące razy.
Jestem podległy błędom równie jak każdy inny, odrzucam jako błędne wszystkie racje, które wziąłem poprzednio za dowody.
Jestem zdania, i to całkiem poważnie, że nigdy dzieci nie mogą zrobić rodzicom takiego wstydu, jak rodzice dzieciom.
Jestem przekonany o jednym. Nie można pokochać nikogo, dopóki nie pokocha się samego siebie.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Masz prawo…

24 wrz

Masz prawo do wyrażania siebie, swoich opinii, potrzeb, uczuć – tak długo, dopuki nie ranisz innych.

Masz prawo do wyrażania siebie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne.

Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb – dopóki uznajesz, że oni mają prawo odmówić.

Są sytuacje, w których kwestia praw poszczególnych osób nie jest jasna. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sytuacji z drugą osobą.

Masz prawo do kożystania ze swoich praw.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Sezonowy anioł stróż”

31 lip

Miałem przygotowane notki jednak ich nie zamieszczę, gdyż wówczas były one dla mnie ważne. Po obecnych wydarzeniach problemy w nich zawarte są śmieszne, mało ważne…… tylko co jest teraz ważne… co chcę aby było ważne. Całe moje życie (prywatne, rodzinne, zawodowe) światopogląd uległy zmianie a wartości w nich panujące kompletnej dehierarchizacji.
W zeszłym tygodniu bardzo bliska mi osoba (Pan R.), ktoś z kim jestem, byłem … sam nie wiem …. otrzymała od lekarzy wyrok. Rak złośliwy. Nie przyjmowałem tego początkowo do świadomość, a raczej nie m ieśliło mi się to w głowie, bo ta osoba przeżyła wiele cierpienia w swoim życiu. Brak miłości rodziców a jedynie znęcanie się fizyczne i psychiczne nad nim i jego mamą przez ojca alkoholika. Brak wsparcia od dalszej rodziny…. Został zupełnie sam….. Teraz okazało się, że może długo niepożyć. Wczoraj zaplanowaliśmy wyjście do PUBu do ludzi, gdzie może choć na chwile zapomni o tym wszystkim. Wcześniej ja umówiłem się z moim byłym na spotkanie po prawie rocznym niewidzeniu się. Było bardzo miło. Potem z ex poszliśmy po Pana R. I dalej dołączyliśmy do naszych 4 znajomych, którzy nic nie wiedzą o chorobie Pana R. Było miło….. ja zajęty byłem praktycznie cały czas rozmową z ex. Widziałem jednak jak Pan R. siedzący obok co jakiś czas powstrzymywał łzy bólu.
Nie ma już siły patrzeć na ból, przerażenie i cierpienie w jego oczach….. patrzeć jak zwija się z bólu a ja wiem, że nie mogę mu pomóc. A wiem, że to dopiero początek i będzie jeszcze gorzej. Tak bardzo nienawidzę się czasem za swoją obojętność…. Wybacz mi R. ale nie mogę podchodzić do tego emocjonalnie, nie mogę cię kochać, bo wówczas nie zniósłbym tego wszystkiego. Chyba naturalną obroną w takich sytuacjach jest znieczulica. Ja też bardzo się boję…. boję się każdego ranka gdy wstaje bo nie wiem czy żyjesz, czy jesteś może w szpitalu, czy bardzo cię bolało, czy mogłeś spać. Boję się wracać do domu, w którym ostatnio rzadko bywam, że mam zapyta co się dzieje…… Nieznoszę już pracy, gdzie mam dosyć ciągłej wali o godziny dla ciebie. Nieustannie myślę o tym jak poradzę sobie i ile będę spłacał długi, gdy nie zdążysz mi ich oddać. Boli mnie wyliczanie ci pieniędzy na jedzenie, bo cóż można kupić na 2 dni do jedzenia za 5 zł. Tak często chciałbym uciec, zostawić cię samego… uwolnić się od tym problemów, od tej bezradności……
Wczoraj po imprezie zostało mi wypomniane przez moich przyjaciół, że postąpiłem źle nie zajmując się panem R. tylko gadając z ex. Zapytałem jakie mieli prawo tak sądzić…. Łatwo jest być „Sezonowym aniołem stróżem” i przejmować się kimś na imprezie….. nie wytrzymałem i wykrzyczałem, żeby w takim razie oni się nim zajmowali tak jak ja przez cały czas…..

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jedni odchodzą drudzy przychodzą

10 lip

Nadeszły wakacje dla wielu z nas. Wraz z nadejściem wakacji zaszło szereg zmian w życiu osób mi bliskich i znaczących. Niektórym z nich udało się znaleźć swoją drugą połowę, inni dalej walczą w szpitalnych salach o przyszłość, szukają nadzieji. Jeszcze inni rozpoczynają nowe życie w innym mieście, nową pracę. Tu chciałem skupić się na pewnej dziewczynie – nazwijmy ją „Dobrą Duszą” (DD). DD pracowała razem ze mną jednak zostałą zwolniona. To była dość specyficzna dla mnie sytuacja, gdyż z jednej strony było mi bardzo przykro z tego powodu, ponieważ wiedziałem że bardzo potrzebowała tej pracy i pieniędzy. Z drugiej jednak strony cieszyłem się z tego, gdyż inna bliska mi osoba mogła o wiele szybciej wejść na jej miejsce, a tym samym wyrwać się z domu przepełnionego bólem, przemocą i ignoracją oraz rozpocząć nowe życie w nomwy mieście.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że DD była jakiś czas temu ostatni dzień w pracy, że poraz ostatni się z nią zmieniałem. Już teraz w tym miejscu jej nie zobaczę, ponieważ się przeprowadza. DD będzie mi bardzo brakowało rozmów z tobą, twoich porad, naszego wspolnego walczenia o kożystny dla nas grafik, wspólnego nażekania na klientów. Będzie brakowało mi twojego uśmiechu, twojego smutku. Już nie będę mógł w duchu przeklinać cię, że ponownie się spóźniłaś i musiałem zostać dłużej w pracy.
Pomomo tego, że będziemy w kontakcie i będziemy się czasem widywać będzie brakowało mi ciebie w tym jakrze znienawidzonym przez nas miejscu. Mam nadzieje, że nowe miasto, nowe życie oraz nowy człowiek, który pojawił się w twoim życiu sprawią, że twoje życie odmieni się na lepsze…. Życzę ci wszystkiego co najlepsze w tej nowej jakrze obcej przysżłości.
Z jednej strony miłe jest obserwowanie jak życie bliskich mi ludzi diametralnie ulego zmianie – tym bardziej, iż owe zmiany zapowiadają się na lepsze. Podziwiam ich odwagę i wytrwałość w podnoszeniu się po zadanym ciosie przez los. Z drugiej zaś strony uświadamia mi to jak monotonne jest moje życie, jak boję się zrobić cokolwiek , aby choć spróbować zmienić je na lepsze. Jednak wiem, że jak los sam zmusi mnie do tego nie załamię się lecz będę szukał konstruktywnego rozwiązania.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiedza = Władza

28 cze

Każdy z nas jest członkiem danej społeczności. Każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu uwikłany jest w trybu danego ustroju państwowego i prowadzonego przez niego politykę. Często wydaje nam się, że jesteśmy niepowtarzalni, autonomiczni i dużo wiemy o życiu.
W obecnych czasach bardzo ważna jest wiedza na temat procesów w które jesteśmy uwikłani…… Zewsząd poddawani jesteśmy manipulacjom. Postępujemy, wyrażamy poglądy i idee wedle misternie utkanego planu. Postępując w ten sposób bardzo często jesteśmy głęboko przekonani o słuszności i wierze, że to jest słuszne i jest częścią naszego wewnętrznego głosu. Przez to wszytko powoli lecz sukcesywnie tracimy swoją wolność i autonomię. Praktycznie wszystkie nasze sfery życia zostały zinstytucjonalizowane i schierarchizowane. Weźmy np.: sztuczne napędzanie PKB – obecnie bardzo rzadko możemy zauważyć więzi sąsiedzkie czy nawet rodzinne. Teraz zamiast samemu lub prosząc o to najbliższe nam osoby poradzić sobie z problemem nauczeni zostaliśmy wzywania fachowców. Teraz mało kto upiecze samodzielnie ciasto lub zwróci się o to do sąsiada; mało kto samodzielnie zamontuje gniazdko w ścianie. Obecnie o wiele częściej wolimy wzywać fachowców, którzy przecież wiedzą lepiej jak to zrobić – biorąc za to spore pieniądze. Przerażającym staje się ten fakt, gdy zaczyna to dotyczyć naszej psychiki, czy seksualności. Np.: w niektórych społecznościach od małego uczeni jesteśmy, iż ciało jest nasza świątynią i winniśmy postępować z nim tak ja czujemy to za słuszne. Tak wychowani ludzie nie boją się eksperymentować, nie czują tak często wstydu i zażenowania a ich seksualność nie jest tematem tabu. W naszym społeczeństwie jest zupełnie odmiennie. To psycholodzy, seksuolodzy, socjolodzy wiedzą co jest dla nasz lepsze; co jest dobre a co złe; co jest normą a co dewiacją.
Nieustanie nagradzani i karani przez opinię społeczną niczym bezwiedne marionetki poddajemy się temu myśląc , że jesteśmy panami samych siebie i własnego życia. Zatem miejmy świadomość ….. bądźmy bardziej oświeceni niż pozostali….. Paradoksalnie taka wiedza daje nam władzę, a jednocześnie sprawia, iż stajemy się zagubieni, gdyż inni nie rozumieją naszego przekazu…….

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Historie niesamowite

24 cze

Długo zastanawiałem się czy mam opisać historię, która przydarzyła się bliskiej mi osobie. Postanowiłem to zrobić, gdyż byłem w jakiś emocjonalny sposób związany z tym wszystkim – a co najważniejsze owe doświadczenie pozostawiło we mnie trwały ślad.
Mój przyjaciel poznał po długim okresie samotności osobę, z którą się związał. Bardzo cieszyłem się jego szczęściem, gdyż widziałem jaki był szczęśliwy. Jego wybranek okazał się inteligentny, komunikatywny, dowcipny, przystojny. Ich związek rozwijał się……..
Niestety ich spotkania nie mogły być tak częste jakby sobie tego życzyli, gdyż mieszkali w innych miastach oddalonych od siebie ok. 50km. Z czasem mój przyjaciel zaczął się ode mnie oddalać i poświęcał mi coraz mniej czasu na rzecz spędzania każdej wolnej chwili ze swoim wybrankiem. Czas mijał…… a on coraz bardziej stawał się mi obcym człowiekiem. Już nie był tak wesoły i radosny jak niegdyś. Teraz stawał się coraz bardziej zatroskany i smutny. Jak się potem dowiedziałem jego wybranek miał bardzo trudną sytuację materialną wynikającą z braku jakiejkolwiek pomocy ze strony rodziców. Zresztą trudno tych ludzi nazwać rodzicami skoro nie dają swojemu dziecku żadnego wsparcia – zwłaszcza emocjonalnego. Trudno jest w wieku 21 lat żyć zupełnie samodzielnie: dokonać opłat za akademik i wyżyć przez cały miesiąc. Na pomoc rodziców nie miał co liczyć, gdyż ojciec nie pozwolił mu przyjechać do domu na wakacje. Powiedział, że ma sobie radzić sam i że gdy go spotka na ulicy jako bezdomnego nie pomoże mu tylko przejdzie obojętnie. Do tego wszystkiego należy dołożyć bolesne rany psychiczne spowodowane alkoholizmem oraz znęcaniem fizycznym i psychicznym ojca.
Mój przyjaciel zagubił się tym wszystkim. Podobnie jak ja nienawidził jego rodziców, nie mieściło nam się w głowie jak można tak traktować własne dziecko. Mój przyjaciel próbując mu jakoś pomóc coraz bardziej odsuwał się ode mnie. Popadać zaczął w kłopoty finansowe, zaczął okłamywać wszystkich dookoła. Żadne argumenty, aby zakończył ten związek nie docierały do niego. Jego chłopak jak mi się wówczas wydawało stosował szantaż emocjonalny.
Preludium wszystkiego była sytuacja jak on zadzwonił do mojego przyjaciela i powiedział mu, że to być może ich ostatnia rozmowa. Zapytał, czy dużo czasu zajęłoby mu pozbieranie się po jego stracie. Uwieńczeniem tej strasznej rozmowy było pytanie czy jeśli sobie coś zrobi to czy zwróci tym na siebie uwagę rodziców; czy wówczas choć na jakiś czas go pokochają, czy wówczas zazna ich miłości, której nigdy nie miał…… Potem był tylko płacz mojego przyjaciela, jego szok, bezsilność w obliczu tak nieoczekiwanego wydarzenia. Sytuacja była na tyle wiarygodna, że chłopak mojego przyjaciela wcześniej próbował popełnić samobójstwo…. Doskonale pamiętam jak zastałem go przerażonego, rozbitego i płaczącego przed klatką.
Minęło kilka dni…. kilka dni walki o życie drugiego człowieka. Próby znalezienia rozwiązania, wskazania argumentów, iż warto żyć i się nie poddawać……. Po kilku dniach względneg spokoju koszmar powrócił….. Byłem wraz z moim przyjacielem na kawie u naszej znajomej. Chłopak mojego przyjaciela dobrze wiedział, że się tam wybieramy i już wcześniej wysłał do mojego przyjaciela SMSa, że życzy smacznej pizzy i że jedząc ją ma pomyśleć o nim, bo jemu nie będzie dane nic zjeść przez kolejny tydzień. Potem był jeszcze telefon ….. nie udało mu się zepsuć nam wieczoru. Jednak po pewnym czasie przyjaciel otrzymał SMSa w stylu „(…) a jednak nie bolało….” co jednoznacznie wskazywało, że jego wybranek próbował popełnić samobójstwo. Tu jednak przekroczone zostały wszelkie granice i mój przyjaciel przejrzał na oczy i dostrzegł, iż jest to podłe granie na jego uczuciach. Od tej pory uparty osiołek nadal pomaga swojemu wybrankowi lecz tym razem jest do tego wszystkiego bardzo zdystansowany.
Co z tego będzie dalej czas pokaże………

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

NOTKA TECHNICZNA

14 cze

Proszę nie Komentować, gdyż zostanie usunięta
ŻYJĘ! ZBIERAM MYŚLI, DYSTANSUJĘ SIĘ DO TEGO CO SIĘ OSTANIU WYDARZYŁO – A CO MAM ZAMIAR OPISAĆ.
NOWA NOTKA POJAWI SIĘ NAJPÓŹNIEJ DO PIĄTKU.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie z rozterkami

13 kwi

Życie stale stawia przed nami nowe wyzwania. Zaskakuje nas nieustannie. Spotykają nas chwile szczęścia, które chcielibyśmy zachować w pamięci na zawsze oraz chwile o których pragniemy jak najszybciej zapomnieć. Każde doświadczenie wzbogaca, uczy czegoś – pod warunkiem, że będziemy potrafili w miarę obiektywnie spojrzeć na to i wyciągnąć odpowiednie spostrzeżenia oraz drogowskazy do „lepszego” życia.
Z drugiej jednak strony pomimo faktu, iż jestem przekonany co do słuszności powyższych wniosków zastanawiam się, czy można w taki sposób podchodzić do miłości, która jest bardzo potężnym uczuciem….. No może nie tyle do samej miłość co do rozczarowań jakie ze sobą potrafi nieść. Pamiętam jak kiedyś moja przyjaciółka Psylocke powiedział mi, że według niej miłość jest bardzo dualistyczna. Potrafi wiele dać, ale również wiele zabrać. Dlatego też stwierdziła ona, że to może i dziwne, ale nieco obawia się miłości. Ja tak szczerze powiedziawszy byłem raz zakochany – bez wzajemności. Pamiętam ciągłe myślenie o tej osobie, wyczekiwanie chwil spotkania. Wszystko to było irracjonalnie podsycone brakiem zainteresowana (niewielkim zainteresowaniem) ze strony tej drugiej osoby. Owa ignorancja i niepewność co do żywionych uczuć względem mojej osoby paradoksalnie wywoływały większe zaangażowanie z mojej strony…… Do tej pory doskonale pamiętam nasz pierwszy pocałunek, dotyk, zapach.
Obecnie znajduję się w kolejnym związku z Miśkiem. Tym razem również pamiętam i wiem, że będę pamiętał nasz pierwszy cudowny, nieśmiały i płochliwy pocałunek. Uczucia wyrażane nie tyle w słowach co w gestach. Jak Misiek w liście do mnie, w którym próbował nakreślić czym dla niego jest miłość napisał mi: „(…) dla mnie jest ona połączeniem wielu uczuć… lojalność; wsparcie; dobre słowo; radość z sukcesów; smutek z powodu porażek; pochwała za dobre i nagana za złe czyny; szczerość; rozmowa; pożądanie; poczucie bliskości, gdy jesteś daleko; radość ze spotkań nawet tych najkrótszych; zaufanie. Twoja wyciągnięta dłoń, gdy upadam; bezpieczeństwo; poczucie pustki, gdy nie ma ciebie blisko mnie; to bycie blisko siebie w radości i smutku; rozmowy, ale i trwanie w milczeniu; twoje spojrzenie pełne radości (…) P.S Wiem, że to wszystko co piszę to są tylko słowa. Słowa, które mogą ranić jak nic innego (akurat nie w tym przypadku), ale też słowa, które są dopełnieniem czynów i gestów(…) Czyż to nie piękne?
Jednak tym razem jest nieco inaczej. Nie wiem, czy jest to wynikiem mojej jakiejś dojrzałości emocjonalnej, ale teraz teraz Misiek jest mi równie bliski, tęsknię za nim, brakuje mi jego obecności, dotyku, uśmiechu, kąśliwego żartu. Jednak nie jest to tęsknota sprawiająca ból. Jest to coś bardzo przyjemnego, wyważonego, dającego siłę do działania i do radości przy wykonywaniu najbardziej banalnych codziennych czynności.
Popełniłem wiele błędów podczas bycia w związkach. Już nie raz słyszałem słowa „kocham cię”, „jesteś wspaniały, mądry, wyrozumiały”. Na początku wierzyłem w to całym sercem. Czułem się szczęśliwy jak to słyszałem. Jednak prędzej czy później nadchodził czas rozstania, cierpienia, rozczarowania wywołane różnorakimi czynnikami. Dochodziło do poddawania w wątpliwość cudownych komplementów. Doprowadziło mnie to w końcu do biernego przyjmowania takich słów a z drugiej strony do mojej pychy. Paradoksalnie im większą ilością takowych słów byłem obdarowywany tym częściej myślałem sobie: „Tak wiem… już to tyle razy słyszałem…” Wówczas zacząłem sobie zdawać sprawę, że to ja mam przewagę, która z pewnością uchroni mnie przed kolejnym rozczarowaniem. Bo to ja będę kochany a sam będę angażował się w jak najmniejszym stopniu….. Hmm… lecz czy to można nazwać związkiem? W moim obecnym związku czasem odzywa się we mnie ten głos, lecz tym razem praktycznie natychmiast ustępuje. Gesty i czyny Miśka są tak szczere i przepełnione uczuciem, że nie ma miejsce na te moje dziwne myśli.
Czasem nachodzą mnie wątpliwości co do mojego uczucia względem Miśka. Wynika to chyba z faktu, iż wydaje mi się, że nie okazuje mu tyle uczucia, nie tęsknie za nim tak bardzo jak on za mną – przez co pojawia się u mnie coś w rodzaju smutku a nawet można by to nazwać poczuciem winy. Wiem, że to bezsensowne, ale pomimo świadomości tego nie potrafię czasem tak się nie czuć. Jest to tym bardziej głupie, ponieważ każdy z nas jest inny. Każdy inaczej okazuje i przeżywa emocje…… A może właśnie moje poczucie winy, próby „sprostania” i „dorównania” sile jego uczucia jest najlepszym przykładem mojego uczucia względem jego.
Znów tyle pustych we mnie przestrzeni. Tyle pytań bez odpowiedzi. Chyba na powrót chciałbym stać się dzieckiem, które z ufnością i radością poznaje i przyjmuje to co daje mu życie.
P.S Wiem, że notka nieco zakręcona, ale w gruncie rzeczy ja sam nie wiem dokładnie o co mi chodzi:-)
Buziaczek Kochany Miśku :*
Pozdrowienia dla wszystkich

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Spotkań czas

06 kwi

Święta minęły mi w dość miłej i rodzinnej atmosferze. Bardzo podobała mi się sobota wieczór, kiedy to nawiedził mnie Vespertine i przywitał promiennym uśmiechem oraz butelką wódki i sokiem gazowanych, gdyż jak stwierdził dzięki temu wódka szybciej „wchodzi”. Tu po wypiciu małego co nieco udaliśmy się do jego znajomych na dalsze opijanie świąt. W poniedziałek przyjechał do mnie Misiek. Tu nieco przemęczony – nie wiem po czym miał ochotę zostać w domu. Tu nie obyło się bez poważniej rozmowy. Do tej pory mam żal do siebie, że tak dziecinnie postąpiłem i zraniłem cię kochanie. Jeszcze raz przepraszam. Mam żal do siebie, że zacząłem czegoś dociekać po tym jak nieco za dużo wypiłem. Zawsze gardziłem ludźmi, którzy zranią kogoś czy to słowami czy czynami, a potem tłumaczą się, że byli pijani i wcale tak nie chcieli. Czy można wytłumaczyć męża bijącego swoją żonę tym, że był pijany? Oczywiście nie! Ja mogłem Miśkowi powiedzieć tylko przepraszam bez podania żadnego uzasadnienia, gdyż to które było powodem tego wszystkiego się nie liczy:(
Po rozmowie udaliśmy się do miasta na spotkanie z Vespertinem – było to bardzo miłe spotkanie. Następnie poszliśmy po Dzogę, z którą wybraliśmy się na piwo. Jak przystało na lany poniedziałek trzeba było skropić gardło piwkiem. Tu Misiek poznał Lodzie – kochaną istotkę o zboczonym poczuciu humoru. We wtorek wraz z Miśkiem mieliśmy nocować u siostry Dzogi, która z chęcią przyczyniła się do naszego szczęścia oraz umożliwienia nam spędzenia więcej czasu razem. Jednak zostały nam postawione dwa warunki. Pierwszy zero seksu, aby nie było sytuacji, gdzie M. np.: idąc do ubikacji mogła by nas na czymś nakryć:-) Drugi nie mamy wyjadać słodyczy z pewnej reklamówki, której zawartość jest prezentem dla kogoś. Tu Misiek stwierdził, że M. ma lepszy dom niż Harry Potter. Najlepsze było jak M. dawał mi instrukcje jak mam zamknąć mieszkanie. Wyszło na to, że mamy się zamknąć od środka tylko na górny zamek, który działa odwrotnie i żeby go zamknąć należy robić to tak jakby się go otwierało. Natomiast jak będziemy wychodzili mamy zamknąć dolny zamek, który działa prawidłowo i aby go zamknąć należy go zamknąć. Jest tu jeszcze jedna zasada, aby nie zamykać dolnego zamka od środka, gdyż działa on tylko od zewnątrz. Potem przyszła kolej na wyjaśnienie działania magicznej kuchni. Tu jak stwierdził Misiek, aby mieć świeży ketchup należy go na noc schować do kosza na śmieci. Żeby umyć naczynia należy pamiętać, że wodę zimną odkręca się kurkiem, natomiast ciepłą otwieramy zaworem na rurze. Tajemnic nie kryje przed nami również wanna M., w której po zakończonej kąpieli należy użyć magicznego dłubaka, aby wydostać korek.
W środę wieczorem odprowadziłem Miśka na autobus. Musiał wyjechać żeby pozałatwiać swoje sprawy na uczelni. We czwartek wieczorem Misiek ponownie zawitał do Torunia i cały weekend spędziliśmy we dwoje a właściwie we troje, bo moja mam ciągle z nami siedziała. Teraz jestem już pewien, że na pewno domyśla się, że ma syna homoseksualistę. Jednak jak na razie o nic nie pytała. Ty z Miśkiem mieliśmy pierwszą kłótnie i 30 minutowe siedzenie w milczeniu. Kurcze dlaczego tak się dzieję, że im bardziej dwojga ludziom na sobie zależy i im większym uczuciem siebie darzą tym łatwiej siebie ranią. Wystarczy coś błahego: nieodpowiedni gest, spojrzenie, zachowanie, niewłaściwe słowo, które mogą zranić. Nie mogłem patrzeć na smutną minę miśka, gdyż żal ściskał mi serce.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiosenne zauroczenie a może cos więcej…

23 mar

Za oknem pięknie świeci słoneczko, zrobiło się cieplej co jest niewątpliwie oznaką nadejścia wiosny. Podobnie wiosna, a właściwe kochany Misiek skruszył lody na mym serduszku.
Kolejny weekend spędzony u Misia. Spędziliśmy go tylko we dwoje. Tylko ja, on….. poczucie bliskości, troski, pożądania, rozmów. Teraz już wiem, że los uśmiechną się do mnie prowadząc moje drogi życiowe ku niemu….. Warto było czekać w samotności tyle czasu, aby teraz doznać cudownego uczucia szczęścia…. Jak mi napisał Misiek „Są takie chwile w życiu nie warte nawet momentów. Są takie momenty, które są warte całego życia” Dla mnie jest właśnie taki moment warty całego życia, gdyż teraz wszystko jest lepsze, łatwiejsze, jaskrawsze….
Pisząc część tej notki siedzę sobie na łóżku w pokoju 1013. W pokoju, który jest mi już dobrze znany i z którym związane są wszystkie cudowne wspomnienia oraz wydarzenia, które trwają i mam nadzieję trwać będą jak najdłużej. Cudowne jest czekanie w obcym mieście, wśród obcych ludzi na jego powrót z pracy. Na powrót osoby, która jest bliska sercu, w której ramionach czuję się tak bezpiecznie… wyczekiwać na jego uśmiech, spojrzenie, dotyk, ciepłe słowo……
W niedzielę nadszedł czas rozstania i mojego powrotu. Jednak tu spotkała mnie cudowna niespodziana. Niespodziewanie Misiek stwierdził, że chciałby jechać ze mną. Oczywiście ucieszyłem się szalenie i zgodziłem się.:-) Przyjechaliśmy do Torunia, gdzie wraz z moją kochaną przyjaciółką Dzogą poszliśmy na piwo ? dawno się tak nie uśmiałem. Było cudownie wśród 2 bardzo bliskich memu sercu osób. Pragnąłem aby ta chwila trwała wiecznie. Szkoda, że była to mało tolerancyjna knajpa i nie mogłem wtulić się w jego ramiona.
Rozmawiając z Misiem na GG jeszcze przed moim wyjazdem do niego napisał mi coś takiego „(…) jeszcze nie traktuję ciebie jak mojego chłopaka. Jestem zauroczony, chce żeby było coś z tego ( chce żeby spełniły się moje marzenia), ale nie traktuje cię jeszcze jak mojego chłopaka. Nie miej mi tego za złe przypadkiem. Ja po prostu potrzebuje trochę czasu, a ten który był nam dany to chyba za mało… (…)” Po czym w poniedziałek wieczorem otrzymałem od siedzącego obok mnie Misia SMSa „Traktuję cię już jak mojego chłopaka… To cudowne…. Pragnę więcej…” Dla mnie ten SMS był czymś niewiarygodnie cudownym, a to za sprawą tego, iż wiedziałem, że nie są to słowa rzucone na wiatr, a wynikają one z głębokiego przemyślenia i z uczucia, którym jestem obdarzany. Dobrze by było gdyby wszyscy tak postępowali a nie rzucali słowa na wiatr. Chwilę po tym dostałem jego łańcuszek, który ma mi o nim przypominać. Jednak najważniejsze jest to, iż najwięcej uczucia otrzymuję od niego w gestach i czynach.
Misiek wyjechał we wtorek wieczorem. Rozstanie to było dla mnie ciężkie. Pamiętam jak wsiadał do autobusu, a jak odwróciłem wzrok. Słyszałem tylko słodki głos Dzogi mówiący: „Zobacz jak on na ciebie słodko patrzy” Jedynie co mogłem zrobić to patrząc dalej gdzieś przed siebie powiedzieć: „Wiem…. ja nie chcę patrzeć żeby się nie rozpłakać”
Misiu postaram się jak najlepiej spełnić słowa Naszej piosenki „(…) proszę cię blisko bądź, kochaj mnie, trwaj przy mnie co wokół wzburzone morze tylko twoja dłoń”
P.S Kochani stali czytelnicy obiecuję, iż wkrótce pojawi się notka w moim stylu poruszająca problematykę psychologiczno-egzystencjalną.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Najszczęśliwasza niedziela 13 marca 2005 roku

17 mar

W niedziele 13/03/2005 wybrałem się na pierwszą randkę z Panem R. Było to bardzo miłe, a przede wszystkim zabawne spotkanie. Śmieszne sytuacje zaczęły się już na samym początku, kiedy to nie wysiadłem na odpowiednim przystanku. Po konsultacji telefonicznej z Panem R dowiedziałem się jak mam do niego dojechać. Oczywiście zabawne było, że Dervint wyjerzdzając do większego miasta musiał zabłądzić. Ubaw miała także pani recepcjonistka z akademika kiedy zobaczyła wracającego Pana R beze mnie…… w końcu dojechałem na miejsce. Potem czas minął nam mile na piciu wina ze wspólnej butelki i korkiem w środku oraz na rozmowach, w trakcie których poruszyliśmy temat kogo Pan R zna z toruńskiego środowiska. Okazało się, że zna mojego dobrego kolegę Fazziego, z którym spotkał się dokładnie rok temu, czyli 13/03/2004:-) Spędzając mile czas w swoim towarzystwie przyszedł czas mojego powrotu do Torunia. Tu pan R stwierdził, iż mam jechać pociągiem, gdyż wówczas będę mógł dłużej zostać. Mieliśmy udać się na dworzec wschodni „znanym” tylko Panu R skrótem. Wsiedliśmy zatem w autobus, którym jechaliśmy na gapę, po czym wysiedliśmy na jakimś zadupiu, gdzie była tylko trawa i same trakcje PKP. Pan R stwierdził, że przejdziemy przez tory (było ich dość sporo) i gdzieś w tamtym kierunku powinien być dworzec. Więc my jak się potem nabijaliśmy głupie pedały szliśmy po tych kamlotach między tymi torami oraz co chwila jerzdzącymi pociągami towarowymi. Jednak dworca ani widu ani słychu. Śmiałem się, że jak mnie jakiś nadjęrzdzający pociąg InterCity pierdolnie to od razu będę wiedział, gdzie jest ten dworzec widmo. Potem zacząłem martwić się o siebie, gdyż nie znałem praktycznie Pana R a tu zostałem wyciągnięty gdzieś z dala od ludzi na jakieś torowiko. Śmiałem się czy on to zaplanował i ma zamiar zgwałcić mnie na jakiejś bocznicy. Nie udało nam się odnaleźć dworca więc wróciliśmy do akademika, gdzie pan R załatwił z recepcjonistką nocleg.
Tu czas ponownie bardzo miło płynął nam na rozmowie do momentu kiedy zjawił się współlokator Pana R, który kazał nam iść spać…… Pan R wyszedł sobie na fajkę, a ja jak myszka leżąc sobie na łóżku i słuchając radna przyglądałem się jak nieźle wquriony współlokator szykuje się do snu. Nagle otrzymuję SMSa. „Czymś cię zmartwię. Śpimy razem,ale każdy ma własną kołdrę. Chyba się pomieścimy? W woli wyjaśnienia śpimy na jednym łóżku ? bez podtekstu.” Po chwili zjawia się Pan R i zaczyna robić łóżko. Ja grzeczne dziecko ładnie umyłem się i położyłem na swoim miejscu na wznak:), gdyż tak się łatwiej rozmawiało a właściwie szeptało, żeby nie przeszkadzać śpiącemu kilka centymetrów dalej współlokatorowi. Dalsze szczegóły pomijam. Napiszę tylko, iż do tej pory pamiętam pierwszy,delikatny, nieśmiały, rozkoszny i płochliwy pocałunek:)
Rano dostałem pyszne śniadanko, a właściwie spora jego część została mi wmuszona żeby było co przytulać. Potem czas rozstania i mojego powrotu. Pan R odprowadził mnie na autobus. Tu nie obyło się bez pocałunków w windzie oraz w czasie drogi na autobus.
Teraz jak dostaje SMSa od Pana R moje serduszko zaczyna bić szybciej lecz po chwili zamiera na chwile, aby powędrować do………. W piątek kolejne spotkanie.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dalsze rozaważania o Przebudzeniem

11 mar

Jeśli wylejesz w powietrze czarną farbę, powietrze pozostanie bezbarwne. Nigdy nie zabarwisz go na czarno. I ty możesz pozostać taki nienaruszony. Im bardziej będziesz starał sie zminić, tym gorzej będzie ci to wychodziło – im większy stawisz opór, tym większą nadajesz moc temu, czemu się opierasz. Jeśli jednak odmawiasz identyfikowania się z którąś z etykietek, większość twoich kłopotów zniknie. Czy jesteś swoim ubraniem? Czy jesteś swoim imieniem? Czy jesteś swoim zawodem? Przestań się z nimi utożsamiać. One przychodzą i odchodzą. Przypuśćmy, że deszcz przerwał ci miłą wycieczkę. Kto ten fakt przeżywa negatywnie? Deszcz czy ty? Co jest przyczyną tego negatywnego uczucia? Deszcz czy twoje nastawienie? Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach. Powinniśmy dodać w głupich śpiących umysłach. Sama rzeczywistość jest pozbawiona problemów. Zabierzcie z ziemi ludzi, a życie trwać będzie nadal….. przyroda trwać będzie nadal, przyroda istnieć będzie nadal w całej swej krasie i intensywności. W czym miałby znajdować się problem? Nie ma żadnego problemu. Ty jesteś tym problemem. To ty stworzyłeś problemy. Usiłujemy zmienić świat w taki sposób, aby utrzymać wszelkie związki perspnalne. Cześto mówimy sobie: boję się, ze któryś z przyjaciół przestanie mnie lubić, może zaprzyjaźnię się z kimś innym. Muszę ciągle utrzymywać swoją atrakcyjnoś, bo chę tą drogą zdobyć jakąś osobę. Ktoś wbił mi do głowy, że koniecznie potrzebuję tej osoby lub jej miłości.
Bardzo często widzimy ludzi i rzeczy nie takimi jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy. Dlatego kiedy dwie osoby patrzą na coś czy na kogoś, reagują w odmienny sposób. Postrzegamy rzeczy lub osoby nie takimi, jakimi one są, ale zależnie od tego, jacy my jesteśmy. To, co widzimy, to coś, na czym zafiksował nasz umysł. Odnosimy jakieś wrażenie i następnie kurczowo się go trzymamy, patrząc na tę osobę przez jego pryzmat.
Kto ustala kryteria sukcesu? Wygłupione społeczeństwo! Głównym jego zadaniem jest utrzymywanie ludzi w „chorobie”. To co niejednego dzisiaj naprawdę obchodzi, kryje się przede wszystkim w obawie , co o nim pomyślą dzieci, najbliżsi sąsiedzi….. Ludzie osiągają dobre samopoczucie dzięki złemu samopoczuciu innych, poprzez przekonywanie innych. Czyż nie jest to obrzydliwe? Dlatego powinienś zrozumieć drogi czyletniku, że nikt ci nie zrobił świństwa. Zrobił świństwo komuś, kim – jak sądził – jesteś, ale nie tobie. Nikt nie odrzuca ciebie, odrzuca tylko to, kim jesteś według jego mniemania.
Przejdźmy do innej już kwestii – pozostaje jeszcze problem wartości osobowej. Wartość osobowa nie jest równoznaczna z poczuciem własnej wartości. Jakie są źródła poczucia własnej wartości. Sukcesy odnoszone w pracy zawodowej? Posiadanie pieniędzy? Atrakcyjność dla płci przeciwnej tudzież tej samej? Jakże to wszystko jest nie prawdziwe, jakże przemijające. Czy mówiąc o własnej wartości, nie mówimy tak naprawdę o tym, jako odzwierciadlamy się w umysłach innych ludzi?
Piękno czynu nie polega na tym, że stał się on nawykiem, ale na jego wrażliwości, jasności spostrzegania i celowości reakcji. Szczęśliwość jest naturalnym stanem małych dzieci, do których Królestwo należy aż do chwili, gdy je powstrzymamy i zarazimy głupotą społeczeństwa i kultury.
Życie jest łatwe, jest zachwycające. A jeśli jest trudne, to jedynie z powodu waszych złudzeń, waszych ambicji, waszej chciwości i nienasycenia. Czy wiecie skąd to wszystko się bierze? Z utożsamiania się z rozmaitego rodzaju etykietkami.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii